Poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja. Witold Gombrowicz, Dziennik 1953-1969!

 

Życie i twórczość Witolda Gombrowicza opisane przez mapy. Kolejne adresy pobytu. Ludzi, życie społeczne, historię i literaturę.

Bodzechów, Małoszyce, Warszawa i ujmująca przyjaźń z Brunonem Schulzem i Zuzanną Ginczanką ( w 1933 r. debiut, podobnie jak Schulza i Miłosza), Buenos Aires (biednie, w końcu posada w banku* i eh, ten Borges!), po dwudziestu czterech latach -żegnaj Argentyno, Paryż, Maisons-Laffitte, Berlin, z Ritą Labrosse, późniejszą żoną – francuskie Vence.

O życiu społecznym i patriotyzmie z wyczuciem na konwenanse i „przeinaczanie najoczywistnej oczywistości”: „kraj przejściowy” z osłabioną formą bytu, gdzie żadna myśl, ani renesans, ani religijne walki, ani rewolucja francuska, ani rewolucja przemysłowa, nawet rewolucja bolszewicka nie zostały przeżyte, a katolicyzm nie jest żadną myślą niemyślenia. Na końcu doszedł do tego, że musi odciąć się od samego siebie”.

Wszędzie stolikowe dysputy i miłość; na przemian.

„Pamiętnik z okresu dojrzewania”, „Ferdydurke”, „Iwona księżniczka Burgunda”, „Ślub, „Transatlantyk”, ‘’Dzienniki”, „Pornografia, ‘‘Operetka”….

Gombrowicz w jednym z listów do redaktora „Kultury”: […] JESTEM… jak coś, co chce ożyć”.

Rok 1963. Na niwie polityki nacjonalizmu i rewizjonizmu Mieczysława Moczara ukazuje się w nowo powstałym czasopiśmie „Kultura” (mamy dwie kultury warszawską i paryską), pierwszy z artykułów o pisarzu, pełen manipulacji, oskarżeń o hitleryzm. Felieton o kpinach z Polaków z okresu wojny przekuty z prywatnej rozmowy, publikuje też Barbara Swiniarska (kryptonim Krystyna) w „Życiu Literackim”. Mechanizm jest jeden, niezależne od władzy i osobistych pobudek. Czy pisarka czy partia czy okupant czy marszałek czy car; wychodzi na to samo. Pisarz nie miał już nawet możliwości przyjazdu do kraju.

Wszędzie nowy. Autsajder, fizycznie dezerter, pacyfista, rewolucjonista duchem i intelektem, a może kpiarz lub wizjoner i mistrz bólu; ludzi i zwierząt.

Kto potrafi otwarcie mówić o swojej niższości, słabościach lub wielkości (jakkolwiek to nazwać)? Kto potrafi być autentyczny?

 

Metaforycznie:

„[…] Sam nie wiem po co – może dlatego, ze bojąc się, jednocześnie bawiłem sie strachem. […] Wtedy burza zatrzymała się. Deszcz, wiatr, grzmot, blask- wszystko skończone. Cisza. […]

Ja rzecz jasna, nie zwariowałem, na tyle abym sądził, że to mój ruch wstrzymał burzę. Ale – przez ciekawość – znów wyciągnąłem rękę w zupełnie ciemnym pokoju – i co? Wicher, deszcz, grzmoty, znów się zaczęło! Po raz trzeci nie wyciągnąłem ręki. Bardzo przepraszam. Po raz trzeci nie ośmieliłem się wyciągnąć reki – i ręka moja do dziś pozostaje „nie wyciągnięta”. Skażona hańbą. Bez żartów, co za nędza! Jaka kompromitacja! Ja, przecież nie jestem histeryk, ani półgłówek! Więc jakże żebym po tylu wiekach znaczonych rozwojem, nauką żebym bynajmniej nie w żartobliwej, ale z poważnej, z solidnej obawy nie odważył się […] Ale, do diabła, skąd ja mogę wiedzieć – gdzie pewność, gdzie gwarancja, że ręka moja gestem magicznym nie zdoła wstrzymać albo uruchomić burzy?” [„Dzienniki”]

 

*Odbiegając od tematu, Banco Polaco w Argentynie, filia i spadkobierczyni przedwojennego PKO – ciekawy i tajemniczy epizod [sic!] w historii polskiej finansjery.

Klementyna Suchanow, „Gombrowicz. Ja geniusz”, T. 1-2, Wydawnictwo Czarne, 2017